Zawód bloger

Dlaczego oburza nas to, że bloger zarabia?

Odkąd blogowanie stało się modne i zaczęło przynosić zysk, pojawili się hejterzy, którzy zarzucają takim osobom, że nic nie robią a zarabiają. Dostają prezenty, tak zwane „dary losu”. Że mogą pojechać na wakacje. Że poznają nowe rzeczy. Że wydają książki, bo w końcu kim są ?!

Mam ochotę takim osobom powiedzieć wtedy, że jak tak bardzo hejtują, to niech zaczną to robić. Wiadomo, większość blogerów jak stają się już znani i zarabiają na nim porzucają swoją pracę. Od 2 lat „bloger” stał się zawodem, został wpisany do Klasyfikacji Zawodów. Więc to tak naprawdę praca. Bardzo ciężka, ponieważ zanim bloger zacznie zarabiać musi włożyć w to bardzo dużo czasu. Wiadomo, najpierw trzeba zdobyć fanów, najlepiej stałych. Jednak żeby ich zdobyć, trzeb tworzyć odpowiednie treści i ciekawy content. Potrzebny jest dobry pomysł na samego siebie. Najlepiej stworzyć legendę wokół swojej osoby, ale nie chodzi tutaj o taką typu ducha straszącego na zamku, lecz sposób na oryginalne zaprezentowanie siebie. Dlaczego ludzie mieliby czytać akurat Ciebie a nie Józka z bloku obok? I przede wszystkim trzeba nauczyć się cykliczności, trzeba dodawać posty w pewne dni, które będą stałe. Z czasem też trzeba pomyśleć o promocji, np. o fanpage na Facebooku.

foto: https://www.pexels.com/search/writing/

Jest kobieta. Jest mężczyzna. I jest madka.

Jest kobieta. Jest mężczyzna. I jest madka.

Mamy XXI wiek, na standardowego dorosłego człowieka przypadają 2,5 smartfona. Zarejestrowane osoby na portalach społecznościowych można liczyć w miliardach. Większość z nas używa Internetu jako środka komunikacji. Jest to podstawowa książka kucharska, która powie ile czasu gotować jajko na twardo. Jest to, niestety, podstawowy lekarz. Jest też sposobem na poznawania nowych ludzi i na zarobek. Więc większość z nas wie jak korzystać nawet z podstawowych funkcji Internetu. Ja natomiast mam problem ze zrozumieniem tego, jak niektóre osoby nie potrafią korzystać z pomocy wujka Google. Jeśli chodzi o madki to ręce opadają. Zamiast spytać się kogoś bardziej doświadczonego, położnej, pediatry lub psychiatry, wolą wrzucać zdjęcia na fora. Zdjęcia kupek. Zdjęcia wymiotów. Ich Brajanki i Dżesiki będą biednymi dziećmi. To jest jeden typ madek, które dzielą się wszystkim i o największą głupotę pytają.

Drugi typ rodziców, bo już nie tylko madek, jest gorszy. Na profilu na Facebooku mają 4 tysiące zdjęć, z czego samej osoby dorosłej jest może z 5… a reszta to zdjęcia dzieci. Wow masz dziecko, zrozumiałam to po pierwszym zdjęciu. Jeszcze przy 4 to będzie znośne. O ile to nie jest 4 zdjęcie tego samego dnia – „o patrzcie jemy teraz z Dżesiką bananka w parku, nasz podwieczorek !”. Ogólnie jestem przeciwna wrzucaniu zdjęć dzieci na portale społecznościowe. Fajnie się patrzy na szkraby, jednak… czy Ty wrzucając zdjęcie na profilu nawet jeśli jest ono widoczne tylko dla Twoich znajomych, masz pewność, że któryś z nich nie jest pedofilem ?

Ostatnio czytałam badania dotyczące pedofilii oraz pornografii dziecięcej. Wiecie skąd od około 6 lat biorą oni zdjęcia dzieci ? A no z portali społecznościowych. Więc jak widzę, że ktoś wrzuca zdjęcia dzieci z wakacji, kąpieli czy nawet ogrodu, które są nago, nie wiem czy śmiać się czy płakać. Ja bym nie chciała, żeby ktoś przy zdjęciu mojego dziecka walił sobie konia. Sorry, za określenie.

Mam w najbliższej rodzinie 2 małych dzieci – obie dziewczynki, różni rodzice. Jedni, starszej mają 98 (ojciec) i 232 (matka) zdjęć dziecka na różnych portalach społecznościowych. Dla zaznaczenia mała ma 2 lata. Rodzice drugiej dziewczynki, 10 miesięcznej, nie mają ani jednego zdjęcia. Wręcz jak przyjeżdżają do rodziny (a mieszkają w Szkocji), proszą o nie zamieszczanie zdjęć w mediach społecznościowych. Któregoś razu postanowiłam zaprosić obie rodziny do siebie, miłe popołudnie stwierdziłam. Oczywiście mama młodszej dziewczynki poinformowała, że nie chce żadnych zdjęć oraz z jakiego powodu. Matka starszej trochę się z tego pośmiała. Porobiliśmy sobie na pamiątkę parę zdjęć – wiadomo, ach te dzieci szybko rosną. Matka starszej na drugi dzień umieściła ja na Facebooku. Proszono, aby usunęła to zdjęcie, było zgłoszone itd. Niesmak pozostał. Do tej pory śmiejemy się, że następnym razem telefony zostaną skonfiskowane.

Z resztą ostatnio jest głośno o sprawach paru osób, które podały do sądu swoich rodziców o zamieszczanie zdjęć z dzieciństwa na portalach społecznościowych. Czy słusznie ? Ja bym nie chciała, aby moja mama czy tato co chwilę wrzucali moje zdjęcie. Lubię fotografię, ale raczej w albumie rodzinnym, a nie na Facebooku.

foto: http://spyapps.net/protect-kids-cell-phone-spy-free/

Informatyka odchodzi ze szkoły

Reforma edukacji. Brak informatyki w szkołach.

Obecny rząd oprócz zmian w programach edukacji i likwidacji gimnazjów, chce znieść obowiązek nauczania informatyki w szkołach. Lub inaczej na liceum (czyli na całe 4 lata) będzie przypadać 1 lekcja tygodniowo. Czyli znając dyrektorów będzie to w pierwszej klasie, kiedy uczniowie mają wszystkie przedmioty i są przerażonymi pierwszakami. Czy się z tego cieszę ? Szczerze, to mam mieszane uczucia. U mnie informatyka w liceum była w 3 klasach i … niestety jeszcze na wspomnienie tego robi mi się niedobrze. Wymógł, że każdy ma opanować na pewnym poziomie pakiet MS Office i podstawowe narzędzie graficzne jest ok, jeśli on jest w przystępny sposób pokazywany. W gimnazjum było w sumie lajtowe… w sensie oprócz siedzenia na naszej – klasie (tak, tak to były te czasy), grania na kurniku itp., nic innego nie robiliśmy. W podstawówce poznawaliśmy przez cały rok Painta. Fajnie było. Ale wróćmy do zmory z liceum – były sprawdziany z opanowanego materiału, który hm… szczerze powiedziawszy z tego co wtedy miałam tylko z 1 funkcjonalności korzystam stale. Jednak, żeby naprawdę ją zrozumieć, to raczej sama siedziałam i metodą prób i błędów doszłam do tego.

Jednak patrząc na to z drugiej strony miałam takie lekcje, poznawałam te narzędzia MS Office i tak patrząc na niektóre osoby, to przydałoby się to im. Pracuję na co dzień w biurze, gdzie umiejętność korzystania z Excela jest raczej stale monitorowana, więc jak przychodzi jaki praktykant lub nowa osoba, zaraz po zakończeniu szkoły i nie potrafi nic to trochę ciężko. Podczas studiów wykładowcy przekazali nam wiedzę, że robienie prezentacji na PowerPoincie jest ok, ale już lekko trąci myszką. Jednak z drugiej strony, jak mamy uczyć się innych programów, skoro te podstawowe to problem ?

Więc czy usunięcie informatyki ze szkoły to zło ? I tak i nie. Powinna zostać, nawet rzekłabym, że w większej ilości godzin, ale co za tym idzie w bardziej przystępnej formie. Uczniowie powinni uczyć się naprawdę potrzebnych rzeczy.

foto: http://www.spyderonlines.com

Koniec z gimnazjami

Hej, a wiesz że nie będzie gimnazjum ? Ale jazda…

To czy gimnazjum jako szkoła było potrzebne czy nie, raczej nie będę się rozpisywać. Było to dla uczniów takie zawieszenie, gdzie trafiali po 6 latach grzania kluchy. Jeśli jeszcze trafili do szkoły, która nie jest w zespole szkół, to mają 3 lata na swoiste harce i zabawy. Później liceum lub technikum to już poważniejsza sprawa. Ale nie o tym dzisiaj,

Ostatnio usłyszałam od znajomej, że ona się cieszy, że  nie będzie już gimnazjów, bo chociaż nie będzie osób z gimnazjalnym wykształceniem, a zmotywuje to ludzi do nauki i kończenia liceów. Buahahahha. Buahahahahah. I mogę tak w kółko. Dlaczego ? A no prosta sprawa, jeśli ktoś kompletnie nie chce się uczyć, ma problemy z tym czy… ma problemy rodzinne, to niech się świat wali, pali on i tak nie skończy wyższego poziomu szkoły. Więc ukończy tam, gdzie będzie. Na tą chwilę tak dużo osób ma wykształcenie gimnazjalne, bo jest przymus nauki do 18 r.ż., więc na siłę tak takiego trzymają w gimnazjum i tak kończy. Co teraz będzie ? Na siłę go będą trzymać w podstawówce i skończy właśnie z takim poziomem nauki… Więc co w tym dobrego ?  Nic, bo większość pracodawców dalej będzie twierdziło, że to bezuki i w ogóle nie warto z nimi rozmawiać. Nie da się tego inaczej rozważyć. Czy zmotywuje to osoby ? Niektóre, ale ten procent osób będzie naprawdę baaaardzo nikły. Pamiętacie jak nasi rodzice zawsze mówili, że u nich były oceny od 2,0 do 5,0 i szkoły podstawowe długie. A pamiętacie jak wiele osób miało wykształcenie podstawowe ? Jedno jest pewne – wzbogacą się szkoły dla dorosłych, bo niektórzy wreszcie dojrzeją do tego, że niestety z takim wykształcenie daleko nie zajadą.

 

foto: http://www.fortyfort.org/news_events/social_media_links.html

Każdy jest inny

Bo przecież każdy z nas jest inny ….

Każdy z nas myśli, że jest inny, postrzega świat inaczej. I w sumie to dobrze, jednak chciałabym zwrócić uwagę  na to, czy faktycznie. W dzisiejszych szkołach, hmm… rzeknę, że raczej wypuszcza się roczniki produkcji niż uczniów posiadających wiedzę, którą mogą przełożyć na życie.

Nie mam na myśli osób, które twierdzą, że algebra lub trygonometria im się w życiu nie przyda do niczego. Jeśli tak mówią, to tak jest. Mamy obecnie takie typy uczniów:

  • Kujony „wyuczyć się, wyuczyć się, dostać przynajmniej 5” – ok oni się wyuczą materiału, regułek podanych przez nauczycielkę/nauczyciela, ale na ile im taka wiedza starczy ? W sensie kiedy o niej zapomną, kiedy stwierdzą, że uczone regułki nijak się mają do rzeczywistości ?  Podpowiem – o ile nie idą na medycynę lub prawo, to studia bardzo szybko to zweryfikują, a jeśli nie studia, to życie codzienne, szukanie pracy. Po prostu szara rzeczywistość.
  • Osoby bez czerwonego paska (nawet tego na pupie) – uczyły się dobrze, ale nie najlepiej. Potrafią połączyć fakty i wiedzą, że logika (kurczaki! nawet ta matematyczna) jest bardzo przydatna. Uczą się faktów historycznych, ale wiedzą, że one przekładają się na sztukę, modę, kulinaria, język ojczysty oraz obce, a także … nauki ścisłe – biologię, fizykę, matematykę. Ich życie może być ciekawe
  • Sebki i Karyny – parę lat temu były to Krysie i Misie, ale teraz ich zakwalifikowałam bym poniżej tej grupy. Sebki i Karyny to osoby, które może i jakieś studia skończyły (pozdrawiam absolwentów TiR na WSB), ale tylko dlatego, że jakoś bajerowali. Pewnie każdy z nas zna osobę, która na studia pływała. Mój hit to osoby, które notorycznie wykładowców wkręcają, że przecież wysyłały pracę na e-maila, ale nie doszła, były chore… oraz najlepsze – były w pracy, więc nie mogły lub ich praca jest tak wymagająca.. Przy czym każdy na około wie, że najprościej na świecie, zapiły pałę i nie przyszły. To jeden typ. Drugi to osoby, które jakoś cudem skończyły edukację ponadgimnazjalną, szybko spłodziły dzieci i/lub posiadają Paseratii w dieslu, jeżdżą nim (nawet nie już na zimny łokieć), a basy oraz disco polo głośniejsze niż na jakiejkolwiek wiejskich dożynkach.
  • Osoby, które ukończyły gimnazjum/podstawówkę – a ich poziom intelektu temu odpowiada. Nie neguję wszystkich osób, wiem, że nieraz sytuacja rodzinna wymaga porzucenia szkoły w liceum, przez to człowiek posiada takie a nie inne wykształcenie, ale jest w miarę mądry. W sensie posiada wiedzę i wie jak jej użyć, ale są też takie wiejskie buraczki, które … chyba są najbardziej roszczeniowe ;).

 

foto: http://gaia-tech.com/wp-content/uploads/2011/05/